- Kasia wszystko jest w porzadku ? Wygladasz jak bys zobaczyla ducha ?Przez reszte dnia myslalam tylko o tym kto to byl i czy aby napewno to nie byla ta osoba. Wrocilam do domu zrobilam obiad, potem poszlam na spacer. Wieczorem dostalam telefon z pracy, ze jutro bedziemy mieli spotkanie i poznamy nowego wlasciciela naszej firmy. Nastepnego dnia w pracy zebralismy sie wszyscy i czekalismy na nowego wlasciciela. Nikt nie wiedzial kim on jest tylko tyle ze jest obcokrajowcem i jego polski jest slaby a nikt nie potrafil wloskiego u nas w firmie poza mna. Jakie moje zdziwienie bylo jak do stolowki wszedl ON ten ktory mnie tak skrzywdzil kilka lat telu. Raptem wszyscy w kolo moi znajomi zaczeli sie pytac czy dobrze sie czuje bo bardzo zbladlam i zle wygladam. Odpowiedzialam, ze wszystko jest wporzadku i mialam nadzieje ze mnie nie rozpozna bo minelo w koncu sporo lat. Przedstawil sie nam i powiedzial, iz jego polski jest bardzo slaby a wie, ze jedna osoba z nas zna wloski i poprosil mnie o tlumaczenie. Z drzacym glosem tlumaczylam to co mowil i modlilam sie o jak najszybszy koniec tego spotkania. Po spotkaniu poprosil zebym zostala bo chciala abym przetlumaczyla mu kilka waznych spraw, jednak ja powiedzialam, ze jestem bardzo zajeta i nie moge. Automatycznie wyszlam na palarnie. Pobiegl za mna zlapal mnie za reke i powiedzial:
- Bo mi sie tak wydawalo lecz nie jest to mozliwe.
- Dlaczego jestes taka oschla i zla? od razy ciebie rozpoznalem wiesz ze cie kochalem kocham i bede kochal
* Ty mnie kochasz ?? skrzywdziles mnie ponizyles a teraz chcesz zeby wszystko bylo w porzadku ??!!!
- Kasia kiedys ci to wytlumacze, powiem dlaczego tak postapilem uwierz mi nie moglem wybrac inaczej.
* Nienawidze cie, nie pros mnie o nic, nie chce cie znac.
Krzyczelismy na siebie, az w pewnym momencie przybiegl menadzer mojej grupy
# Kaska co ty wyprawiasz!! kim ty jestes zeby krzyczec na wlasciciela!
* To nie twoja sprawa jak nie wiesz o co chodzi to sie nie wtracaj - odpowiedzialam i poszlam palicSlyszalam tylko jak menadzer lamanym wloskim przepraszal wlasiciela za moje zachowanie, a ten jak by nigdy nic powiedzial ze nic sie nie stalo i poszedl do biura.
Kiedy wrocilam do srodka napisalam wymowienie z pracy i poszlam zlozyc moj wniosek dla wlasciciela lecz ten nie zgodzil sie i nie podpisal.
* Jezeli nie podpiszesz ja i tak odejde nie bede pracowala majac ciebie za szefa.Nie moglam tego wytrzymac wyrwalam sie z jego reki i uderzylam do w twarz. Odwrocilam sie i odeszlam W pracy wszyscy zamarli po tym co zrobilam. Wsiadlam do auta i pojechalam przed siebie w pewnym momencie poczulam uderzenie i zasnelam. Obudzilam sie w szpitalu po kilku dniach. Caly czas przy mnie byl moj "zmarly maz" nie odstepowal mnie na krok. Po obudzeniu sie jak go zobaczylam powiedzialam:
- Kasia porozmawiaj ze mna normalnie, chce ci wytlumaczyc dlaczego tak postapilem.
* Co chcesz mi wytlumaczyc ?? dlaczego upozorowales wlasna smierc kiedy bylam w 3 miesiacu ciazy, kiedy sie spodziewalam naszego dziecka ?? Nie odezwales sie nie dales mi zadnej nadzieji, a po 7 latach przychodzisz jak by nigdy nic i chcesz mi cos tlumaczyc ?? Nienawidze cie tak jak kiedys cie kochalam!!
- To my mamy dziecko ? Kasia nawet nie wiesz jak sie ciesze jeszcze bardziej jestem szczesliwy.
* Po pierwsze to bylo tylko i wylacznie moje dziecko a po drugie juz nie ma GO poronilam rozumiesz!! stracilam moje malenstwo 2 tygodnie po tym jak sie dowiedzialam o twojej rzekomej smierci. Nie potrafilam podniesc sie twojej stracie i poronilam. A potem bylo jeszcze gorzej. Przez 2 lata dochodzilam do siebie, codziennie bylam na twoim grobie. A tu prosze okazalo sie ze jestes caly, zdroby i zyjesz.
Zlapal mnie za reke spojzal w moje oczy i powiedzial:
- Kocham cie !
- Widzisz przez ciebie mam same nieszczescia daj mi spokoj i pozwol normalnie zyc.Nagle aparatura zaczela pokazywac malejace tetno przybiegli lekarze i zaczeli mnie reanimowac, okazalo sie ze potrzebuje przeszczepu pluca bo moje zostalo naruszona w wypadku. Przeszlam szereg operacji w koncu sie obudzilam po ostatniej i zobaczylam ze go juz nie ma. Poraz kolejny poczulam pustke brak kogos kogo kochalam choc bardzo mnie skrzywdzil. Przyszla pielegniarka i powiedziala:
* Nie opuszcze cie nigdy i bede cie tak dlugo prosil az w koncu mi wybaczysz.
- Nigdy ci nie wybacze bo za bardzo mnie skrzywdziles.
- Ma pani szczescie majac takiego wspanialego meza.Pielegniarka zaprowadzila mnie na intensywna terapie. Gdy spojzalam na niego serce mi zamarlo, wiedzialam ze gdyby nie ten wypadek nie bylo by nas teraz w szpitalu i kazdy byl by zdrowy. Weszlam do srodka zlapalam go za reke:
* Nie rozumiem o co pani chodzi ja nie mam meza.
- A ten wloch ktory przychodzil do pani coddziennie i dzieki ktoremu pani teraz zyje ?? jak sie dowiedzial ze potrzebuje pani pluca pobiegl od razu zrobic badania i sie okazalo ze moze byc dawca nie myslam wogole od razu powiedzial ze chce aby pani zyla. Lekarz wytlumaczyl mu ze jest to bardzo ryzykowne dla niego i ze moze nie przezyc tej operacji ale on bardzo nalegal. Powiedzial ze i tak pani myslala ze on niezyje to jak umrze to przynajmniej bedzie mial czyste sumienie.
* Gdzie on jest ??
- Prosze sie nie denerwowac, pani maz lezy na oddziale intensywnej terapii jego stan nie jest najlepszy.
* Prosze pomoc mi pojsc do niego, musze mu cos powiedziec.
- Jest pani jeszcze za slaba nie wolno pani sie przemeczac.
* Ale ja musze gdyby nie ja nie bylo by tej sytuacji teraz.
- Dobrze pomoge pani ale tylko 5 min.
*Dziekuje pani bardzo, musze go zobaczyc bo jak umrze drugi raz to ja sobie nie wybacze.
* Przepraszam cie za wszystko, nie chce abys przeze mnie umarl, musisz zyc dla mnie dla nas KOCHAM CIE.Po tych slowach zobaczylam plynaca lze po jego policzku i scisnal mi reke, Bylam pewna ze wyjdzie z tego. Nie mylilam sie. Po kilku tygodniach wrocilismy do domu i od nowa zaczynamy tworzyc rodzine.
...............................
Lipcowa noc a ja zaplakana spedzam ja w barze przy szklaneczce czegos mocniejszego, ktore pozwoli mi zapomniec o moim zyciu, nostalgiach i bolu jakim zycie mnie doswiadczylo.
Cala historia zaczela sie 3 lata temu, kiedy to wyszlam za maz. Bylismy bardzo szczescliwym malzenstwem cieszylismy sie soba i nasza wielka miloscia. Jednak szczescie dlugo nie trwalo. Po 2 wspolnych latach bycia kochajaca zona dowiedzialam sie ze jestem w ciazy, nasze szczescie mi znalo konca bylismy najszczesliwsi a swiecie. Gdy bylam w 7 miesiacu ciazy postanowilismy wybrac sie na wycieczke nad morze .... i tu popelnilismy blad. Doga przebiegala spokojnie, az do momentu gdy poczulam uderzenie i zasnelam. Obudzilam sie w szpitalu slyszalam jedynie dziwne dzwieki i szmery. Lerzalam na intensywnej terapii, pierwsza rzecza jaka zrobilam bylo dotkniecie mojego brzucha, jednak nie byl on taki jak przed "zasnieciem" nie dopuszczalam do siebie mysli ze mogla bym stracic dziecko ale jednak tak sie stalo. Myslalam ze juz nic gorszego nie moze mnie juz spotkac jednak mylima sie. W tych ciezkich chwilach chialam byc z moim mezem, kiedy zapytalam sie jak sie on czuje lekarz odpowiedzial ze mam odpoczywac i niczym sie nie przejmowac, poczulam wtedy jedynie ukucie w reke i zasnelam. Po przebudzeniu sie zobaczylam jedynie pielegniarke ktora robila mi kolejny zastrzyk i bladego lekarza siedzanego przy moim lozku. Powiedzial mi ze robili wszystko co bylo w ich mocy aby uratowac nasza trojke jednak, nie byli w stanie gdyz mialam zapete pasy bezpieczenstwa i podczas uderzenia wywarly zbyt duzy nacisk na plod, z kolei meza nie udalo im sie uratowac poniewaz stracil zbyt duzo krwi i zmarl zaraz po przyjezdie do szpitala.
Wpadlam w depresje (choc wydaje mi sie ze zostala mi ona do teraz) po dlugim czasie spedzonym w szpitalu wrocilam do domu. Nie bylm ta sama wesola osoba ktora ma wiecznie pelno pomyslow na spedzenie czasu. Zamknelam sie w sobie nie potrafilam z nikim sie porozumiec. Moim najlepszym przyjacielem stal sie alkohol ......... w ktorym chciala utopic zal, bol i gorycz po stracie osob najblizszych mojemu sercu..................
Po raz kolejny poszlam do baru poprosilamo to co zawsze. Po kiklku glebszych barmanka powiedziala ze juz mi chyba wystarczy jednak ja poprosilam o kolejnego drinka. Siedzialam tak i patrzylam sie przed siebie, nagle ktos zapytal sie czy moze sie dosiasc jednak nic nie odpowiedzialm nie mialam ochoty na rozmowe z nikim. Nie zwracalam uwagi kto to sie dosiadl. Po kilku chwilam uslyszalam " Kamila czy to ty" okazalo sie ze to moj byly chlopak przyszedl na drink z kolegami po pracy. Pytal sie co u mnie slychac i ze bardzo sie zmienilam i gdyby nie tatuaz nigdy by mnie nie poznal. Jednak ja nie mialam checi z nikom rozmawiac. Widzac ze nie jestem w dobrym stanie zaczal do mnie mowic, prosil mnie bym przestala bo to nie jest dobra droga, a ja mu tylko zucilam " jak by cie zycie doswiadczylo tak jak mnie bys robil tak samo". Odpalilam papierosa i zaczelam pic dalej drinka. Wygladalam jak wrak czlowieka jednak on powiedzial ze nie pozwoli mi poglebiac sie w taka sytuacje, ja mu odpowiedziala jedynie ze "moja obraczka jest na lewej dloni a twoja na prawej, wiec ciesz sie tym co ci zycie dalo". Wstalam i nagle osunelam sie prosto na jego dlonie. Po raz kolejny obudzilam ie w szpitalu jednak tym razem byl kolo mnie moj byly chlopak okazalo sie ze przezyl podobna sytuacje do mojej. Pomogl mi wysc z dolka a teraz jestesmy szczesliwym malzenstwem.
WIECZNA MILOSC
MILOSC NA ODLEGLOSC NIE JEST LATWA ALE POKAZUJE CZY SIE NAPRAWDE KOGOS KOCHA I DAZY ZAUFANIEM TA DRUGA OSOBE.
"PROSZE CIE KOCHANIE BADZ W PIATEK OKOLO 15 W DOMKU BO MUSZE Z TOBA BARDZO POWAZNIE POROZMAWIAC, POPROSILAM SWOJEGO CHLOPAKA Z KTORYM JUZ DLUZSZY CZAS BYLAM ABY BYL W DOMKU, ZWAZYWSZY ZE MIESZKA ZA GRANICA. POJECHALAM DO NIEGO W PIATEK, ZADZWONILAM ZAPYTALAM SIE CZY JEST W DOMKU A ON MI ODPOWIEZIAL, ZE ZAPOMNILA ZE O 15 MIAL BYC ALE ZA 2 GODZINKI WROCI I WTEDY BEDZIEMY MOGLI POROZMAWIAC. LZY STANELY MI W OCZACH NIE Z TEGO POWODU ZE SIE UMOWILISMY A JEGO NIE BYLO, TYLKO DLATEGO ZE MUSIALAM MU COS BARDZO POWAZNEGO I BOLESNEGO POWIEDZIEC A NIE CHCIALAM ROBIC TEGO PRZE TELEFON. POWIEDZIALAM, ZE NIE MUSI SIE SPIESZYC ZOSTAWIE JEMU LIST I W NIM WSZYSTKO WYTLUMACZE I SIE ROZLACZYLAM. DZWONIL NIE RAZ JEDNAK JA NIE ODBIERALAM TELEFONU OD NIEGO. ZAPUKALAM DO JEGO DOMKU OTWORZYL MI POLAK Z KTORYM MIESZKAL. POZNAL MNIE BO NIE RAZ WIDZIAL MNIE NA KAMERCE JAK ROZMAWIALAM Z RADKIEM. ZAPROSIL MNIE DO DOMKU. WYTLUMACZYL ZE RADKA NIE MA, JA ODPOWIEDZIALAM ZE WIEM ALE MUSZE ZOSTAWIC MU WIADOMOSC. POPROSILAM O KARTKE I DLUGOPIS I NAPISALAM TAK "KOCHANIE WYBACZ MI TO ZE NIE POWIEDZIALAM CI TEGO OSOBISCIE ALE NIE MOGLAM POCZEKAC, WYBACZ MI TE SLOWA I TO ZE NIE POWIEDZIALAM CI TEGO WCZESNIEJ, NIE MOZEMY BYC RAZEM, JA NIE DAM CI SZCZESCIA ZE MNA NIE BEDZIESZ SZCZESLIWY, I DLATEGO, ZE NIE CHCE CIE ZRANIC JESZCZE BARDZIEJ MUSIMY SIE ROZSTAC. POWIEM CI TYLKO JEDNO KOCHALAM CIE KOCHAM I ZAWSZE BEDE KOCHALA NIE ZWAZAJAC NA TO GDZIE BEDE ZAWSZE BEDE SIE TOBA OPIEKOWALA. WYBACZ MI WSZYTSKO TWOJA KOCHAJACA CIE ZAWSZE KAMILA." PISZAC TEN LIST PLAKALAM BO NIE CHCIALAM ZEBY TAK SIE STALO. JEGO KOLEGA PYTAL SIE CO SIE STALO, ABYM POCZEKALA BO RADEK NIE DLUGO WROCI, JEDNAK JA NIE MOGLAM CZEKAC. ZADZWONIL MOJ TELEFON TO BYL LEKARZ KTORY PRZYPOMINAL MI ZE MAM O 17 OPERACJE. ZE LZAMI W OCZAS WYBIEGLAM Z ICH MIESZKANIA. BEDEC JUZ W SZPITALU O 16.55 ZADZWONIL MOJ TELEFON TO BYL RADEK, LEKARZ POZWOLIL ODEBRAC MI TELFON, PYTAL SIE DLACZEGO TAK POSTAPILAM, DLACZEGO ZRYWAM MOWIAC ZE GO KOCHAM. ZE LZAMI W OCZACH POWIEDZIALAM MU ZE WLASNIE "JADE" NA SALE OPERACYJNA I JESLI NIE UDA SIE OPERACJA TO UMRE A JESLI SIE POWIEDZIE MOGE BYC SPARAZLIZOWANA I ZE NIE CHCE BYC DLA NIEGO CIEZAREM. NIE POWIEDZIALAM W JAKIM JESTEM SZPITALU, LECZ WIDOCZNIE KOLEGA, KTORY SLYSZAL MOJA ROZMOWE Z LEKARZEM PRZEKAZAL MU. GDY OTWORZYLAM OCZY ZOBACZYLAM RADKA SIEDZACEGO KOLO MOJEGO LOZKA. POWIEDZIAL MI, ZE MODLIL SIE ZA MNIE CALY CZAS ABYM SIE OBUDZILA, ZEBYM NIE UMARLA I NIE WAZNE ZE BEDE SPARAZLIZOWANA ON ZAWSZE BEDZIE KOLO MNIE I NIGDY NIE BEDE DLA NIEGO CIEZAREM.
OD TAMTEGO CZASU MINELY JUZ 2 LATA JA WYZDROWIALAM I DALEJ JESTEM Z RADKIEM LECZ NIE JAKO PARA ALE MALZENSTWO. NASZA MILOSC UMOCNILA SIE JESZCZE BARDZIEJ I WIEM, ZE ZAWSZE MOGE NA NIEGO LICZYC, ZE MIMO TO, IZ BYLAM CHORA ON ZAWSZE BEDZIE KOLO MNIE I BEDZIE MNIE WSPIERAL.
TA HISTORIA JEST WYMYSLONA ALE
MAM NADZIEJE ZE KOMUS KIEYS SIE SPODOBA
Pewna historia.......
Byl piekny sloneczny czerwcowy dzien wszystko zapowiadalo ze nasz wypad za miasto sie uda, i ze milo spedzimy razem czas. Wyjechalismy samochodem za miasto moj chlopak prowadzila ja siedzialam obok niego. Jechalismy powoli gdy z nienacka z naprzeciwka "wyskoczyl" rozpedzony samochod. Uslyszalam tylko trzask i ciemnosc. Wydawalo mi sie ze to chwila, ze to tylko na chwilke zamnknelam oczy. Gdy je otworzylam okazalo sie ze jestem w szpitalu na lozku. Nademna stali lekarze i moja ajblizsza rodzina. Z poczatku nie wiedzialam co sie dzieje nikt nic nie mowil tylko lekarze patrzyli na pomiary aparatury. Zapytali sie jak sie czuke a ja........ nie moglam wydusic z siebie slowa, kazdy ruch sprawial mi bol. Dopiero po pewnym czasie lekarz wytlumaczyl mi ze po takim wypadku i takim stanie w jakim sie znalazlam to jest normalne i zebym sie nie przesilala z czasem wszystko sie unormuje. Moja mama zaczela mi opowiadac co sie stalo. A cala historia wygladala tak: gdy samochod w nas uderzyl wpadlismy w poslizg i nasze auto uderzylo w drzewo i zaczelo sie palic. Moj chlopak szybko wyciagnal mnie z samochodu bo bylam nieprzytomna bo uderzenie bylo z mojej strony. gdy przyjechala karetka zabrali mnie do szpitala a on nie mogl sobie wybaczyc ze przez niego cos mi sie stalo. Pojechal razem z pogotowiem ize mna do szpitala siedzial caly czas przy mnie, ja zostalam przewieziona na oddzial intensywnej terapii przez ponad miesiac czasu lezalam w spiaczce, a moj hlopak codziennie siedzial przy mnie po kilka godzin i przynosil mii moje ulubione kwity zebym wiedziala ze on jest zawsze przy mnie. Nie raz kazali jemu isc do domu bo byl premeczony i zaniedbywal swoja prace ale on zawsze powtarzal ze nie moze bo musi byc ze mna. Kiedy mama skonczyla opowiadac do mojego pokoju w ktorym lezalam wpieglmoj chlopak tak mocno mnie przytulil do siebie rozpalakal sie i powiedzial mi, ze jak bym umarla on by umarl razem ze mna nie wybacyl by sobie tego ze mnie zabil. Ale dzieki Bogu ja zyje i z dnia na dzien coraz lepiej sie czuje i powracam do sil. Planujemy wziasc slub i zalozyc rodzine :) po tak ciezkiej "probie" na jaka wystawilo nas zycie jestem pewna ze bedziemy ze soba zawsze i bedziemy bardzo szczesliwi :)
PS to nie jest prawdziwa hostoria tylko wymysloa przeze mnie tak samo jak i poprzednia ale nie watpie ze gdzies tam na swiecie zdazyly sie takie osoby ktore cos takiego lub podobnego przezyly.
Historia pewnej dziewczyny......
"Cala moja historia zaczela sie 5 lat temu kiedy lekaz stwierdzil u mnie torbiela i postawil diagnoze, iz operacja jest nieunikniona i jesli chciala by Pani miec kiedys dzieci to teraz albo juz nigdy. Mialam wtedy 16 lat i nie umialam sobie poradzic z problemem. Rodzice mowili mi "to jest twoje zycie i ty musisz o tym sama zdecudowac my nie chcemy ci w tym pomagac zebys nie miala do nas o cos zalu" i mieli race. Po dlugich namyslach postanowilam zajsc w ciaze i urodzic dziecko. Ze swoim chlopakiem bylam od roku on mial juz 20 lat wtedy postanowilismy wziasc szybki slub i tak tez sie stalo. Dlugo sie staralismy o dziecko bo przez prawie pol roku az w koncu poszlam do lekarza a ten stwierdzi ciaza. Bylam tak bardzo szczesliwa ale postanowilam nie dzwonic do meza tylko zrobic mu niespodzianke. Wrocilam do domu i zaczelam przygotowywac romantyczna kolaje kiedy uslyszalam dzwonek do drzwi, otworzylam je a w nich stala policja i szef mojego meza. Poprosili abym pojechala z nimi, z poczatku nie chcileli mi powiedziec o co chodzi dopiero jak dojechalismy na miejsc wszystko mi wytlumaczyli. Okazalo sie, iz moj maz zostal zabity........ :(:(:( Nie umialam sie z tym pogodzic.... ciaza bardzo zle przebiegala wpadlam w depresje, mialam zatrucie ciazowe a pozniej szok poporodowy, do tego wszystkiego doszla wada serca moego nowo narodzonego synka :(. Wszystkie problemy spadaly na mnie jak grom z jasnego nieba a ja nie mialam w nikim wsparcia poza rodzicami i rodzenstwem. Po mezu dostalam duze odszkodoanie i spadek ale to mi jego nie zstapilo :( Kiedy juz Adus mial 3 lata wszysko wydawalo sie ze edzie w koncu dobrze ja jakos stanelam na nogi z pomoca najblizszych on wyzdrowial po wszystkich operacjach Podjelam studia i nasze zycie toczylo sie nareszcie normalnie, pomagal nam brat blizniak mojego zmarlego meza Niby blizniacy ale calkowicie rozniacy sie od siebie, myslalm ze jego pomoc jest bezinteresowa a jednak sie mylilam ...... Kiedy Adus skonczyl 4 latka znowu zaczely sie problemy z jego zdrowiem zaczal coraz czesciej chorowac kiedy zostaly zrobione wszystkie wyniki i lekarz postawil diagnoze poczulam jak by wyrwano ze mnie zycie. Okazalo sie ze moj kochany synek ma raka i ze w jego stanie ta choroba bedzie sie szybko rozwijala. Nie czekajac za dlugo wyslalam syna do najlepszej kliniki onkologii w Anglii, nie zwazalam na wydatki ani na odleglosc liczylo sie tylko teraz i zdrowie mojego syna. Moj szwagier zaofiarowal swoja pomoc w opiece nad Adusiem. Ja przyjezdzalam do niego co tydzien nie chcac zaniedbac studiow. Az pewnego dnia zadzwonil do mnie lekarz ze z Adusiem jest coraz gorzej i abym jak najszybciej przyjezdzala do szpitala. Nie myslac duzo wsiadlam w najblizszy samolot i polecialam. Szwagier nie zadzwonil do mnie bo dla niego nie liczyl sie brataniec ani ja tylko nasze pieniadze i zabawa, od razu jemu "podziekowalam" i usunelam z naszego zycia. Gdy przyjechalam do szpitala Adus lezal nieprzytomny nie moglam sobie wybaczyc ze nie bylo mnie przy nim caly czas. Stan zdrowia jego pogarszal sie z dnia na dzien, az pewnego dnia spojzal na mnie i powiedzial "mamusiu ja bardzo tesknie za tatusiem widzialem go w moich snach i powiedzial ze mi pomoze i zaopiekujemy sie toba tam gdzie zawsze bedziesz, powiedzial ze cie bardzo kocha i ze teskni za toba" pocalowal mnie w policzek i UMARL. Swiat mi sie zawalil....... zostalam sama wszystkie osoby ktore kochalam najbardziej na swiecie zostawily mnie i odeszly, ale musze byc silna bo wiem ze ONI nade mna czuwaja i mnie kochaa tak samo jak ja kocham ich:*